zaśmiecałam ten świat
uporczywie
nowo narodzonych wierszy
ale one istniały
gdzie nie spojrzałam
wszędzie ich było pełno
ulatywały ze mnie w powietrze
oddychałam
i już byłam nabrzmiała poezją
próbowałam ją wytrzepać
z rękawów kapeluszy włosów
ale korzenie obrosły moje wnętrze
zespoliły ciało
Tak. To było silniejsze ode mnie. Wszystko, na co popatrzyłam, układało się w pewną całość: tworzyło klimat i wzbudzało zachwyt. Nawet cierpienie, nieodłączny czynnik ludzkiej egzystencji, było czymś oczywistym i stawało się przyjazne po przetworzeniu w poezję. Nic nie było mi tak bliskie i cenne jak wiersze.
Moim ulubionym okresem literackim stał się romantyzm.W tamtym okresie uczyłam się na pamięć większości sonetów Mickiewicza, jego „Ballad i romansów”. Niektóre pamiętam do dzisiaj. Zresztą wiersze same wchodziły mi do głowy, wystarczyło, że parę razy je przeczytałam.
A cytat z „Romantyczności” – „Czucie i wiara silniej mówią do mnie niż mędrca szkiełko i oko” – stał się moim nieodłącznym życiowym mottem do dziś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz