niedziela, 8 maja 2011

XIV. Z powrotem do miasta

Aniołem
chciałabym być
aby zawsze być
z Tobą

Aniołem
chciałabym być
aby móc kochać
jak Anioł...



Przeprowadziłam się z powrotem do miasta. Zaprzyjaźniłam się z młodą wdową, która po niedługim czasie zaczęła odwiedzać zbór zielonoświątkowy. Jaka ona stała się wtedy uduchowiona! Wprost tryskała z niej radość, która powodowała, że człowiek zaczynał widzieć całą swoją nędzę.
W każdym z nas istnieją potrzeby najwyższej rangi: miłości, akceptacji i wiary. Jeśli któraś z nich nie zostanie spełniona zaczynamy postrzegać siebie w złym świetle. Dlatego też potrzebujemy nie tylko akceptacji istniejącego w nas dobra (które postrzegają w nas inni), ale przede wszystkim akceptacji zaistniałego zła ulokowanego w naszych niechlubnych czynach, zachowaniach, poglądach, a więc grzechach.
Wiedzą o tym sekty, głosząc hasła:
"Chodź do nas. My cię kochamy takim, jakim jesteś. Kochamy cię, cokolwiek złego uczyniłeś. Dokonałeś w swoim życiu pomyłek? Każdy je dokonuje. My cię kochamy pomimo wszystko".
Kiedy człowiek może o wszystkim opowiedzieć i poczuć spływającą na niego miłość, czuje ulgę, doznaje radości, że oto "powrócił na łono Ojca" i został nie tylko przyjęty, ale ugoszczony i rozgrzeszony.
Tak zaciąga dług. A materialność i pycha człowieka sprawia, że chce on odpłacać.
Dlatego w dowód wdzięczności pozwala sobą manipulować. A że uznano w nim wszelkie dobro i zło teraz on uznaje wszystko, cokolwiek podpowiedzą mu kochający współbracia.
O tym właśnie dokładnie wiedziałam. Z jednej strony chciałam zostać zaakceptowana i rozgrzeszona przede wszystkim z tego, że nie byłam kochana a z drugiej, podejrzewałam, że te postawy nie były szczere. Oczywiście pragnęłam takiej bliskości Boga, jakiej nie dostrzegałam u znajomych katolików (wydawać by się mogło, że tylko wybrane grupy mają mandat na Boga), ale nie wyobrażałam sobie odwrócenia od Kościoła, do którego zostałam nierozerwalnie włączona poprzez chrzest.
Byłam parę razy w zborze z moją przyjaciółką. Pierwszy raz poszłam na błogosławieństwo jej małżeństwa.
Potem ponieważ zostałam zaakceptowana. Nie czułam jednak przynależności do grupy. Jeśli ktoś próbował mnie zakwalifikować jako protestanta mówiłam o mojej miłości do Bożej Matki.
Poza tym wybierałam się do Częstochowy na spotkanie z Ojcem św. J.P. II  i wszystkich o tym informowałam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz