niedziela, 8 maja 2011

IV. Czar poezji


zaśmiecałam ten świat
uporczywie
podartymi rękopisami
nowo narodzonych wierszy

ale one istniały
gdzie nie spojrzałam
wszędzie ich było pełno
ulatywały ze mnie w powietrze
oddychałam
i już byłam nabrzmiała poezją

próbowałam ją wytrzepać
z rękawów kapeluszy włosów
ale korzenie obrosły moje wnętrze
zespoliły ciało....

Tak. To było silniejsze ode mnie. Wszystko, na co popatrzyłam, układało się w pewną całość: tworzyło klimat i wzbudzało zachwyt. Nawet cierpienie, nieodłączny czynnik ludzkiej egzystencji, było czymś oczywistym i stawało się przyjazne po przetworzeniu w poezję. Nic nie było mi tak bliskie i cenne jak wiersze.
Moim ulubionym okresem literackim stał się romantyzm.W tamtym okresie uczyłam się na pamięć większości sonetów Mickiewicza, jego Ballad i romansów. Niektóre pamiętam do dzisiaj. Zresztą wiersze  same wchodziły mi do głowy, wystarczyło, że parę razy je przeczytałam.
A cytat z Romantyczności – „Czucie i wiara silniej mówią do mnie niż mędrca szkiełko i oko stał się moim nieodłącznym życiowym mottem... do dziś.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz